Żyjemy w świecie, który pędzi.
W świecie, który nie daje przestrzeni na zatrzymanie.
Dlatego tak wiele osób trafia do mnie dopiero wtedy, gdy ciało krzyczy bólem, zmęczeniem, bezsennością.
A dotyk – ciepły, uważny, terapeutyczny – potrafi zatrzymać ten pęd.
Potrafi przypomnieć, że ciało jest naszym domem, a nie maszyną do wykonywania zadań.
W pracy z pacjentami widzę, jak wiele zmienia sama obecność.
Uważność.
Delikatność.
Oddech, który w końcu trafia do miejsc, o których dawno zapomnieliśmy.
Czasem ktoś mówi na koniec sesji:
„Nie wiedziałam, że mogę czuć się tak spokojna.”
albo
„Pierwszy raz od dawna mam wrażenie, że moje ciało mnie nie atakuje.”
I to jest najpiękniejsze w tej pracy.
Że mogę być świadkiem powrotu człowieka do siebie.
Że dotyk staje się narzędziem uzdrawiania – nie tylko fizycznego, ale też emocjonalnego i duchowego.
